Polacy wolą herbatę od wody? Dietetyczka: tylko 1 na 10 osób pije jej wystarczająco dużo
Herbata, kawa, sok - zwykle po takie płyny Polacy sięgają najczęściej. A co z czystą wodą, która powinna stanowić 80 proc. dziennego spożycia? - Może jeden pacjent na 10 pije jej wystarczająco dużo - mówi dietetyczka Kinga Głaszewska-Furman.
Pijemy o wiele za mało
Polacy nie spożywają wystarczającej ilości płynów, w tym przede wszystkim czystej wody - to fakt udokumentowany badaniami. Według TNS Polska przeciętny Polak wypija dziennie 1,64 l płynów, podczas gdy Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) zaleca przynajmniej 1,6 l dla kobiet i 2 l dla mężczyzn.
- Jeśli chodzi o moich pacjentów - a trochę ich jest, bo pracuję w opiece koordynowanej - to mogę powiedzieć, że może 1 na 10 osób pije odpowiednią ilość płynów - mówi Kinga Głaszewska-Furman, dietetyczka kliniczna i onkologiczna. - Wiele osób ma naprawdę duży problem z wyliczaniem, a później z pilnowaniem swojego limitu wody. A to właśnie ona usprawnia transport składników mineralnych, oczyszcza nerki i pełni w naszym organizmie niebagatelną rolę.
Ile w takim razie powinno się pić? Z pomocą przychodzi tutaj proste równanie matematyczne: na każdy kilogram masy ciała należy spożywać 30 mililitrów płynów, a większość z nich - co najmniej 80 proc. - ma stanowić woda. To średnio 7-8 szklanek dziennie. Wprawdzie do tego bilansu można zaliczyć zupy, koktajle czy soki owocowe, ale nadal mogą one być jedynie dwudziestoma procentami spożycia dziennego.
- Niektórzy wliczają w to także kawę lub czarną herbatę - a one są wręcz moczopędne, więc na każdy ich kubek powinniśmy wypić sobie jeszcze jedną dodatkową szklankę wody - zwraca uwagę dietetyczka. - Ludzie, owszem, piją płyny, ale nie te co trzeba. Niektórzy na czarnej herbacie bazują cały swój dzienny bilans, a to zupełnie nieprawidłowe.
Moczopędnie działają również herbaty zielone i napary ziołowe, np. z pokrzywy, mniszka lekarskiego, a także sok żurawinowy i arbuzowy, woda kokosowa oraz woda z cytrusami (cytryną, pomarańczą) - tak chętnie pita w letnie upały.
Polacy piją więcej herbaty niż Brytyjczycy
Według już wspomnianych wyżej badań aż 43 proc. wypijanych przez statystycznego Polaka w ciągu dnia płynów stanowią napoje gorące - i to najczęściej z dodatkiem cukru. Co ciekawe, okazuje się, że jako naród spożywamy więcej herbaty niż Niemcy czy nawet Brytyjczycy.
Mocno na nasze nawyki wpłynął tzw. podatek cukrowy - badania z 2021 roku przeprowadzone przez agencję SW RESEARCH sugerują pewne zmiany w trendach. Potężny wzrost cen napojów słodzonych skłonił aż 45 proc. respondentów do częstszego sięgania po wodę gazowaną, a 37 proc. - po niegazowaną. To jednak wciąż za mało. Jak zadbać o to, żeby jednak tę odpowiednią ilość wody pić? Są na to różne sposoby.
- Skupmy się na zwiększaniu dostępności wody - trzymajmy ją w zasięgu naszego wzroku, np. na biurku w pracy, na szafce nocnej. Najlepiej mieć zawsze przy sobie fajny bidon, który nam się podoba i z którego mamy przyjemność pić - a jeśli będzie miał na sobie wyrysowaną miarkę to jeszcze lepiej. Bierzmy go ze sobą także na wyjścia, szczególnie w nadchodzących miesiącach, gdy zrobi się cieplej - doradza ekspertka.
Można także:
- ustalić sobie "wodny rytuał" - np. pić wodę zawsze przed posiłkiem lub podczas jakiejś czynności, wtedy łatwiej wejdzie to w nawyk,
- ustawić przypomnienia na telefonie lub skorzystać z dedykowanych do tego aplikacji (np. Finch, Plant Nanny, WaterMinder czy Hydro Coach),
- ustalić cel dzienny i nagradzać się za sukcesy (np.2 litry dziennie to 1 odcinek serialu wieczorem).
Sama dietetyczka stosuje metodę "godzinową". - Jeśli złapię się na tym, że jest już, dajmy na to dwunasta w południe, a ja jeszcze nie wypiłam jeszcze 2-3 szklanek wody, to staram się to "nadrobić" w pozostałych częściach dnia - choć oczywiście nie naraz, tylko stopniowo - wyjaśnia.
Tu brakuje rozwiązań systemowych
W regularnym piciu wody chodzi więc bardziej o świadomość nawyku i zwracanie uwagi na swój dzień. Częścią owego "zwiększania dostępności", o którym mówiła dietetyczka, jest ruch "woda prawem nie towarem". Na czym polega?
Prawie 10 lat temu Parlament Europejski zaakceptował rezolucję inicjatywy obywatelskiej Right2Water, która głosiła, że "woda jest dobrem publicznym, a nie towarem". W związku z nią rządy poszczególnych państw UE zostały zobowiązane do rozwijania swoich systemów zaopatrzenia. W wielu z nich - szczególnie tych gorętszych, położonych na południu Europy (np. Włochy, Hiszpania, Portugalia) - zupełnie normalnym jest serwowanie karafek z wodą w restauracjach zupełnie bezpłatnie. W Polsce niestety to nadal rzadkość. Przydałyby się więc rozwiązania systemowe.
- Na palcach jednej ręki można policzyć restauracje w Lublinie, które serwują wodę za darmo. Ona jest zwykle w cenie soku, czy nawet drinka i to często w maleńkiej pojemności - więc nie oszukujmy się, mało kto ją wybierze - zwraca uwagę Głaszewska-Furman.
Kompot zamiast szklanki wody
Jeszcze gorzej sytuacja ma się z dziećmi - dietetyczka podkreśla, że rzadko same z siebie piją odpowiednią ilość wody i trzeba im o tym przypominać.
- Maluchy mają wzorzec z domu rodzinnego - jeśli rodzice piją głównie wodę i tego ich nauczą, to to będzie dla nich naturalne, w końcu same po nią sięgną. Ale jeśli ten wzorzec będzie inny - lub nie będzie go wcale - to zaczną same eksplorować, badać smaki i wtedy wody już raczej nie wybiorą - tłumaczy ekspertka.
Dzieci, szczególnie te uczęszczające do żłobków i przedszkoli narażone są często na całkowity brak dostępu do wody na rzecz słodzonych napojów, herbatek, kakao, soczków, lemoniad, gotowych smakowych mlek, itp. Na ten problem zwróciła uwagę w jednym ze swoich postów dr Anna Makowska, która na Instagramie edukuje pod nickiem @doktorania.
"W wielu placówkach w Polsce dzieci i niemowlęta nadal nie mają dostępu do wody do picia. Panie nie reagują na prośby o podanie zwykłej wody twierdząc, że żłobek/przedszkole "to nie restauracja", "to nie koncert życzeń", "panie to nie kelnerki" i wiele innych odpowiedzi. Dziecko nie może przyjść ze swoim bidonem - bo nie. Rodzice i opiekunowie nie mają innej placówki w pobliżu, "jeśli się nie zgadzają na warunki, to mogą zawsze zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem w domu", pisze w jednym ze swoich postów dr Makowska.
Zwraca uwagę, że uczenie dzieci od urodzenia picia słodzonych napojów to "wgrywanie fatalnych nawyków" oraz tworzenie solidnych podwalin pod liczne choroby i zaburzenia.
Wzmożone pragnienie - nie bagatelizujmy go
Co jednak z osobami, które piją za dużo? Takie do Kingi Głaszewskiej-Furman trafiają bardzo rzadko - ale się zdarzają. Skutki picia zbyt wiele mogą być szerzej zakrojone niż tylko częstsze chodzenie do toalety. Wzmożone łaknienie to niepokojący sygnał.
- Jeśli często wybudzamy się w nocy, bo musimy sięgnąć po wodę, to może być znak, że mamy problem z gospodarką węglowodanową - zwraca uwagę. O czym jeszcze może świadczyć wzmożone pragnienie odczuwane pomimo odpowiedniego nawodnienia?
- O cukrzycy (typu 1 lub 2) - nadmiar glukozy we krwi "wyciąga" wodę z komórek, co prowadzi do odwodnienia i pragnienia,
- o niewydolności nerek - nie filtrują dobrze, a organizm próbuje "wypłukać" toksyny,
- o zaburzeniach hormonalnych (np. cukrzyca insipidus) - powodują ogromne pragnienie i nadmierne oddawanie moczu,
- o zbyt słonej diecie lub odwodnieniu np. po wysiłku, gorączce czy biegunce.
Efekt ten mogą wywoływać także niektóre leki antyhistaminowe (przeciwalergiczne) wywołujące w ustach suchość.
- Są też osoby, które po prostu przyzwyczaiły się do picia bardzo dużo - u niektórych moich pacjentów to było 4-5 litrów dziennie - a wcale nie mieli takiej dużej masy ciała - dodaje dietetyczka.
Tymczasem nadmierne spożycie wody (hiponatremia) może rozcieńczyć sód we krwi, obciążać nerki i serce, wywołać obrzęki, bóle głowy, nudności, a w skrajnych przypadkach drgawki i śpiączkę. Z ilością nie należy więc przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę.