Suplement suplementowi nierówny. Jak rozpoznać jakość na zatłoczonym rynku?
Suplementy kuszą obietnicą rozwiązania problemów zdrowotnych, poprawy samopoczucia i wyglądu. Reklamy szczegółowo nakreślają potrzeby, od razu podsuwając rozwiązanie w postaci produktu z witaminami, makro- i mikroelementami czy z wyciągiem z naturalnych składników. Rynek rośnie z roku na rok. Jak się na nim odnaleźć i wybrać suplement najlepszy pod względem jakości?
Łatwa obietnica
Suplementy diety to dla wielu osób sposób na zażegnanie niedoborów witamin i minerałów, a nawet pozbycie się różnych dolegliwości. Zakup najczęściej powodowany jest troską o zdrowie i wygląd.
– To łatwiejsze niż realna zmiana stylu życia (diety, snu czy aktywności fizycznej). Do tego dochodzi silny marketing i rekomendacje influencerów, które skutecznie budują przekonanie, że tabletka może zastąpić zdrowe nawyki – wskazuje mgr farm. Klaudia Ćwiąkała, farmaceutka GdziePoLek.
W dużej mierze rynek suplementów napędzają trendy. – Co jakiś czas pojawiają się "modne" składniki – kiedyś była to ashwagandha, dziś wyraźnie widać boom na kolagen. Coraz większą popularnością cieszą się też witaminy w nowoczesnych formach, np. żelki, które są bardziej atrakcyjne i wygodne w stosowaniu, choć nie zawsze idzie za tym jakość czy odpowiednie dawki. Obecnie największym zainteresowaniem cieszą się probiotyki, preparaty roślinne wspierające kobiety w okresie menopauzy oraz suplementy na stawy, zwłaszcza z kolagenem – dodaje farmaceutka.
– Widzimy też niepokojące zjawisko, jakim jest tworzenie przez producentów zupełnie nowych, nieistniejących dotąd potrzeb. Są tak przedstawiane, że pacjent myśli: "Ja to też mam, więc muszę kupić ten produkt" – mówi mgr farm. Dominika Lewandowska. – Głośny był jakiś czas temu przypadek suplementów na odkwaszanie organizmu. Tymczasem jeśli faktycznie dojdzie do zakwaszenia organizmu, to człowiek może umrzeć, suplementy nic tu nie pomogą – dodaje.
Klucz do suplementów – co obiecuje producent?
Rynek suplementów w Polsce jest ogromny. Skąd konsument ma wiedzieć, który produkt wybrać?
– Jeśli mamy wybór między lekiem a suplementem to lepiej wybrać lek z uwagi na to, że podlega większej kontroli. Wyjątkiem jest sytuacja, w której lek ma formę substancji niezalecaną według aktualnych wytycznych (np. brak metylowanych form kwasu foliowego pod postacią leku) – uważa Dominika Lewandowska.
Gdy wybieramy między dwoma suplementami, trzeba zachować większą czujność. Nie są to produkty tak ściśle kontrolowane jak leki i w przeciwieństwie do nich nie przechodzą obowiązkowych, systematycznych badań jakości przed wprowadzeniem na rynek. Nie trzeba w żaden sposób udowadniać ich skuteczności i bezpieczeństwa. Wystarczy powiadomić Główny Inspektorat Sanitarny i dostarczyć wzór opakowania.
Zgłoszenie produktu do GIS również nie oznacza automatycznej weryfikacji jego składu poprzez badania laboratoryjne. – Kontrole mają charakter wyrywkowy i najczęściej są prowadzone dopiero po pojawieniu się wątpliwości lub sygnałów o nieprawidłowościach – wyjaśnia Klaudia Ćwiąkała.
Radzi też, by zwracać uwagę na producenta. – Większe zaufanie budzą firmy, które wytwarzają również leki. W ich przypadku obowiązują znacznie bardziej rygorystyczne standardy jakości, co często przekłada się także na jakość suplementów – wskazuje.
Kluczowy jest skład
Skład suplementu powinien być dokładnie opisany. Na opakowaniu musi być wskazana porcja zalecana do spożycia w ciągu dnia oraz ostrzeżenie przed jej przekroczeniem.
Dla wchłaniania, a tym samym uzyskania oczekiwanego efektu, znaczenie ma forma chemiczna substancji aktywnej. – To dotyczy pierwiastków, czyli makro- i mikroelementów. Ważne jest, czy występują w suplemencie w formie organicznej, nieorganicznej, czy jako chelaty. Przykładowo, tlenek magnezu i mleczan magnezu drastycznie różnią się wchłanianiem – wyjaśnia Dominika Lewandowska.
W przypadku preparatów roślinnych ważna jest też standaryzacja, czyli stała zawartość substancji czynnych. – Jeśli produkt zawiera składniki roślinne, powinny pochodzić ze standaryzowanych ekstraktów – podkreśla farmaceutka.
– Zwracamy też uwagę na wykorzystanie sztucznych barwników, wypełniaczy, czyli substancji, które nie są podstawą produktu. Suplement z magnezem powinien zawierać magnez i jak najmniej nadprogramowych dodatków. Z kolei przy kwasach omega-3 ważne jest, czy zastosowano przeciwutleniacz, który spowoduje, że olej rybi przez dłuższy czas zachowa świeżość – tłumaczy Maciej Szymański, założyciel i prezes Fundacji Badamy Suplementy.
Oświadczenia zdrowotne
Określenie "suplement diety" musi znajdować się na opakowaniu produktu. Wymagana jest również adnotacja, że suplementy nie mogą być stosowane jako substytut (zamiennik) zróżnicowanej diety.
Producenci i sprzedawcy powinni także przestrzegać przepisów dotyczących oświadczeń zdrowotnych i nie przypisywać zastosowanym substancjom właściwości, których nie mają. – Niestety, często identyfikujemy i jako Fundacja zgłaszamy do organów państwowych (GIS i UOKiK) przypadki używania określeń, że suplementy "wyleczą" jakieś schorzenie – mówi Maciej Szymański. Taki agresywny marketing obecny jest zwłaszcza w mediach społecznościowych.
– Dużo złego robią influencerzy wchodzący we współprace z producentami suplementów i tworzący marki własne produktów, do których można mieć zastrzeżenia, zarówno co do składu, jak i reklamy – dodaje farmaceutka Dominika Lewandowska.
Kontrole i wykrywane nieprawidłowości
Nawet jeśli suplement jest dobrze opisany, zawiera pożądaną formę i dawkę substancji czynnej, czyli – z perspektywy kupującego – spełnia wszelkie wymagania, to może pojawić się inny problem. Czy w środku na pewno jest to, co deklaruje producent?
– Problemem często nie są składniki deklarowane na etykiecie, ale zanieczyszczenia lub niezgodności składu, których producent nie ujawnia. Takie sytuacje wychodzą zwykle dopiero podczas kontroli prowadzonych m.in. przez GIS lub niezależne laboratoria badające suplementy – tłumaczy Klaudia Ćwiąkała, farmaceutka GdziePoLek.
– W praktyce największą ostrożność warto zachować w kilku przypadkach. Dotyczy to m.in. suplementów "na odchudzanie" lub "na potencję", w których w przeszłości wykrywano niedozwolone substancje o działaniu podobnym do leków (np. analogi sibutraminy czy sildenafilu). Wątpliwości mogą też budzić produkty ziołowe o bardzo silnie deklarowanym działaniu, np. suplementy zawierające ashwagandhę, berberynę czy johimbinę, zwłaszcza w wysokich dawkach lub z nieznanego źródła. Czujność powinny zwiększyć także bardzo wysokie dawki witamin i minerałów (np. witaminy D, A czy żelaza), mieszanki wielu składników o szerokim działaniu oraz produkty kupowane poza oficjalnym obiegiem, np. z niezweryfikowanych sklepów internetowych – dodaje Klaudia Ćwiąkała.
– Rynek suplementów ma jeszcze jedną skazę – fałszerstwo. Ostatnio policja rozbiła szajkę, która podrabiała suplementy. W robocie planetarnym był rozrabiany proszek, który później przesypywano do kapsułek i sprzedawano – zwraca uwagę Maciej Szymański.
Fundacja Badamy Suplementy, w której jako wolontariusze działają wykwalifikowani specjaliści, w tym dietetycy, farmaceuci i prawnicy, edukuje konsumentów na temat dostępnych na rynku produktów – publikuje artykuły i rozwija aplikację Badamy Suplementy. Systematycznie przeprowadza też analizy laboratoryjne najpopularniejszych suplementów diety.
– Ostatnio w produkcie zawierającym ashwagandhę wykryliśmy pozostałości pestycydu niedozwolonego do stosowania w Europie. Po naszym zgłoszeniu GIS podjął działania i w konsekwencji wycofał 44 partie tego produktu – mówi Maciej Szymański.
– Konsument sięga po suplementy po to, by dbać o swoje zdrowie. Ostatnią rzeczą, którą by chciał, jest przyjęcie dawki pestycydów – stwierdza.
Niestety, jak dodaje, po wykryciu nieprawidłowości nie każdy producent podejmuje właściwe kroki. I tu też powinna nam się zapalić czerwona lampka. – Jeśli producent chce być rzetelny, to tak jak mocno informował o produkcie i zachęcał do zakupu, tak powinien podać, że zdarzył się błąd, że nie zachowano należytej staranności przy weryfikacji, i przeprosić – podsumowuje Szymański.
Prezes Fundacji Badamy Suplementy mówi, że w przypadku wspomnianej ashwagandhy producent, który wcześniej prowadził agresywny marketing, o wykrytych nieprawidłowościach nie poinformował klientów. Co więcej, usuwał komentarze konsumentów dopytujących o działania, jakie podejmie.
Dla przeciwwagi podaje inny przykład. Producent tranu, w którym Fundacja wykryła mniejszą zawartość kwasów tłuszczowych DHA, zareagował błyskawicznie. Wycofał felerną partię, poinformował klientów, że zwróci im pieniądze, i rozpoczął postępowanie wyjaśniające, na jakim etapie doszło do nieprawidłowości. – Każdy ma prawo się pomylić, ale kluczowe jest to, jak się zachowa później – dodaje Szymański.
Anna Piątkowska-Borek, dziennikarka Wirtualnej Polski