Fakty i mity o ZUM. "U takich pań ryzyko nawrotowych infekcji układu moczowego wyraźnie rośnie"

Brak wiedzy i wiara w mity sprawiają, że niektóre kobiety cierpią na nawracające bolesne ZUM. - Dochodzi do trudnych sytuacji klinicznych, kiedy u pacjentek zwykła infekcja układu moczowego wymaga wielodniowych hospitalizacji i antybiotykoterapii dożylnej – przestrzega urolog dr Janusz Lisiński.

To najczęstsza grupa infekcji bakteryjnych u kobiet
To najczęstsza grupa infekcji bakteryjnych u kobiet
Źródło zdjęć: © Getty Images
Marta Słupska
Marta Słupska

Przesadna higiena może zaszkodzić

Szacuje się, że ponad 50 proc. kobiet na świecie ma co najmniej jeden epizod zakażenia dróg moczowych (ZUM) w ciągu swojego życia. U wielu z nich infekcja nawraca nawet 2-3 razy w roku, powodując bolesne i utrudniające codzienne funkcjonowanie dolegliwości.

- Infekcje dróg moczowych to najczęstsza grupa infekcji bakteryjnych u kobiet. Szacuje się, że występują u ponad połowy pań, a u ok. 1/3 – 1/4 mają charakter nawrotowy – komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie dr Janusz Lisiński z Kliniki Urologii i Onkologii Urologicznej USK2 PUM w Szczecinie. - U kobiet występują częściej niż u mężczyzn – wynika to z różnic anatomicznych. U pań cewka moczowa jest krótsza i znajduje się bliżej odbytu. Dlatego częściej dochodzi do zakażenia bakteriami pochodzącymi z własnej flory jelitowej.

Ekspert zaznacza, że choć w dobie internetu wiedza i świadomość na temat ZUM znacząco wzrosła, nadal wiele pań wierzy w powtarzane od dziesięcioleci mity. Jednym z nich jest stosowanie irygacji, czyli przepłukiwania jam ciała za pomocą wody lub specjalnych roztworów.

- Infekcja może wystąpić, gdy bakterie z odbytu znajdą się w cewce moczowej np. w wyniku niewłaściwego podcierania się (od odbytu w stronę cewki). Nadmierna, przesadna higiena też nie jest jednak wskazana. Zdarzają się pacjentki, które stosują irygacje powodujące wypłukiwanie naturalnej flory bakteryjnej stanowiącej ochronę przed infekcjami. U takich pań ryzyko nawrotowych infekcji układu moczowego wyraźnie rośnie – zaznacza.

- Mitem, który pokutuje wśród moich pacjentek, jest też to, że zakażeniem układu moczowego można się zarazić. W większości przypadków nie jest to choroba przenoszona drogą płciową, a związana jest raczej z infekcją własnymi bakteriami. Stosunek seksualny może temu sprzyjać i często sprzyja, natomiast nie są to bakterie od partnera – dodaje ekspert.

Najczęstsze błędy pacjentek

Typowe objawy, które mogą wskazywać na infekcję dróg moczowych, to przede wszystkim częstsza potrzeba oddawania moczu, uczucie parcia na mocz, pieczenie, ból w okolicy cewki moczowej czy podbrzusza, który może nasilać się w trakcie oddawania moczu lub tuż po tej czynności.

- Zaniepokoić powinny nas objawy świadczące o tym, że infekcja z dolnych dróg moczowych przenosi się do górnych, czyli do nerek czy moczowodów. Mogą o tym świadczyć: ból nerek, czyli pojawiający się z tyłu w okolicy lędźwiowej, a także gorączka. To objawy alarmowe, z którymi należy zgłosić się do lekarza – przestrzega dr Lisiński. - Przy cięższych zakażeniach układu moczowego może pojawić się krwiomocz. Jeśli mocz ma kolor czerwony lub brunatny, albo jeśli widoczne są skrzepy krwi w moczu, należy bezwzględnie skonsultować się z urologiem.

W większości przypadków niepowikłane infekcje możemy jednak leczyć w warunkach domowych. Jak podpowiada ekspert, skutecznym lekiem dostępnym bez recepty jest furazydyna (furagina), która hamuje rozwój bakterii i skraca czas trwania objawów. Zwraca także uwagę na częste błędy pacjentek.

- Jeśli dolegliwości po zastosowaniu leku ustępują, nie ma potrzeby zgłaszać się po fachową pomoc. Warto tylko pamiętać, żeby nie odstawiać leku przedwcześnie – terapia powinna trwać pełne pięć dni. Po przeleczeniu warto wykonać badanie ogólne moczu, a nieprawidłowy wynik skonsultować z lekarzem – mówi urolog.

- Niestety, niektóre pacjentki leczą się na własną rękę preparatami na receptę – kupują przeróżne antybiotyki w sieci, np. te, które pomogły im na zapalenie zatok czy gardła… One mogą pomóc na zapalenie pęcherza, ale nie zawsze, a bardzo często powodują, że te bakterie bardzo łatwo nabierają antybiotykooporności na przyszłość. Potem taką infekcję trudniej jest wyleczyć i często nie jest to już możliwe w warunkach ambulatoryjnych, konieczny jest pobyt w szpitalu. Dochodzi do trudnych sytuacji klinicznych, kiedy u pacjentek zwykła infekcja układu moczowego wymaga wielodniowych hospitalizacji i antybiotykoterapii dożylnej – przestrzega.

Nieprawdą jest ponadto, że każda infekcja układu moczowego przebiegająca z objawami wymaga leczenia antybiotykiem.

- Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Urologicznego podkreślają dziś, że w niepowikłanych zakażeniach pęcherza można rozważyć leczenie bez antybiotyku. Coraz częściej stosuje się tzw. podejście "antibiotic-sparing", czyli leczenie objawowe lub preparaty nieantybiotykowe. W takim leczeniu mogą znaleźć zastosowanie preparaty ziołowe, zawierające m.in. tysiącznik, lubczyk i rozmaryn, a także preparaty z hibiskusem czy propolisem. Warto też sięgać po preparaty z D-mannozą – jest to cukier, który może utrudniać bakteriom przyleganie do nabłonka dróg moczowych i tym samym zmniejszać ryzyko nawrotów infekcji – wyjaśnia dr Lisiński.

"Przeziębienie" pęcherza

Przy okazji nieprzyjemnych objawów ze strony pęcherza urolog zwraca uwagę na kolejny powszechny mit.

- Cały czas pokutuje przekonanie, że pęcherz można przeziębić. Tymczasem infekcja układu moczowego w zdecydowanej większości przypadków ma charakter bakteryjny, a bakterie nie rozwijają się od zimna. Nie wystarczy się wygrzać, potrzebne jest leczenie. A to, co często traktujemy jako przeziębienie pęcherza, to jest zwykła reakcja na zmianę temperatury, podrażnienie cewki moczowej lub zespół pęcherza nadreaktywnego, którego objawy mogą nasilać się przy zmianach temperatur – tłumaczy.

Jak je odróżnić?

- Obu może towarzyszyć uczucie parcia na mocz i częstsze oddawanie moczu małymi porcjami, ale jeśli pojawiają się inne objawy – ból, pieczenie, stany podgorączkowe – to zdecydowanie wskazuje, że to infekcja – wyjaśnia.

Gdy lekarz "leczy" wynik, a nie pacjentkę

Zdarza się jednak, że ZUM przechodzi bezobjawowo, a o tym, że mieliśmy z nim do czynienia, dowiadujemy się z wyników badań. Leczenie jest wówczas, jak podkreśla lekarz, błędem.

- Jeśli mamy do czynienia z infekcją bezobjawową, to zazwyczaj nie ma potrzeby jej leczyć, zwłaszcza u starszych pacjentek. Bezobjawowa bakteriuria to nie choroba! Niestety zdarza się, że lekarze za wszelką cenę starają się w takich sytuacjach leczyć nie pacjentkę, a wynik, by otrzymać u seniorek idealny wynik badania moczu. Niepotrzebnie. Rzadko udaje się to uzyskać, a jest to prosta droga do antybiotykooporności. W takich sytuacjach, jako urolodzy zalecamy powstrzymywanie się od niepotrzebnego leczenia, aby zachować możliwość skutecznej terapii wtedy, gdy będzie ona faktycznie potrzebna – mówi dr Lisiński.

A co jeśli cierpimy na nawracające ZUM? Ekspert podkreśla w tym przypadku wagę wykonywania badań obrazowych, które mogą wykluczyć poważniejsze problemy zdrowotne.

- Bywa, że panie mają nietypową budowę anatomiczną, np. zdwojenie układu kielichowo-miedniczkowego czy zwężenia moczowodu, co sprzyja zastojowi moczu i powstawaniu infekcji układu moczowego. Jeśli o tym wiemy, możemy skuteczniej się leczyć i lepiej zapobiegać infekcjom. Przy okazji takie badanie pozwala też wykryć na wczesnym, zwykle bezobjawowym etapie różne choroby nowotworowe, które można skutecznie leczyć małoinwazyjnymi metodami – mówi lekarz.

Źródło: academic.oup.com

Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Komentarze (0)